Rozumiem i nie rozumiem.

Rozumiem medyczne wskazania i decyzje odstąpienia od dalszej terapii, jeśli zgodnie z wiedzą medyczną jest ona niecelowa i może oznaczać uporczywe podtrzymywanie życia. Wbrew emocjom – lekarze nie są bogami.

Rozumiem dobre intencje prawa. Nie rozumiem pomysłu, żeby ta czy inna instytucja miała cokolwiek do powiedzenia w sytuacji, kiedy ktoś inny może próbować podjąć się leczenia Alfiego. Jeśli pacjent nie jest poddawany męczarniom uporczywej terapii, co byłoby powodem wkroczenia instytucji państwa – to państwo nie powinno decydować o losie pacjenta, lecz wspomagać decyzje jego lub bliskich. 

Rozumiem emocje i poczucie absurdu sądowego w tej sytuacji. Ale nie rozumiem nienawiści wobec lekarzy i sędziego, która dla niektórych jest sposobem wyrażenia współczucia.

Rozumiem rozdźwięk między nadzieją, rozpaczą a wiedzą. Nie rozumiem oschłości administracyjnych z jednej oraz galopującej ignorancji z drugiej strony społecznego sporu wokół tej sytuacji. Obie skrajności oddalają się od dramatu skupiając się bardziej na sporze.

Nie zamierzam udawać mądrego w tej sytuacji. Nie wszystko wiem.
Ale siedząc dziś daleko-blisko Liverpoolu próbuję uporządkować w sobie cokolwiek i wiem, że:

  • lekarzowi wolno powiedzieć “tu jest moja granica”;
  • lekarze i instytucje mają powinność mówić i uświadamiać, jaki jest realny stan pacjenta;
  • instytucjom i sędziom nie wolno jednak przy tym powiedzieć “tu i tylko u nas będzie czyjaś granica prób”;
  • Alfie jest dzieckiem rodziców, którzy być może popełniają błąd w ocenie jego stanu i możliwości, ale tylko oni mają prawo ten błąd popełnić i próbować dalej ratować swoje dziecko, będąc świadomymi możliwych konsekwencji.

Wiem, że jeśli rodzice chcą podjąć ryzyko ratowania dziecka, to najlepsza wiedza medyczna i intencje prawa mogą w takiej sytuacji tylko podpowiadać i pomagać, by decyzji nie podejmowały wyłącznie emocje.

Pomagać nadziei, która nie jest tutaj matką głupich, ale dzieckiem kochających.

* * *
Niezależnie od tego, co będzie: pisząc od teraz imię Alfie – nie będzie można po nim po prostu postawić kropki. Bo dwulatek z Liverpoolu niechcący zadał nam pytania, z którymi nie poradziliśmy sobie, zanim się pojawił.

Mam nadzieję, że nie cierpisz, chłopaku.

.

.

.

*** Jeśli chcesz - polub, skomentuj poniżej i podaj dalej :)