Skip to content

Pępowina

Paradoksalnie, dziś w Polsce jest jedno środowisko, które nie odcięło peerelowskiej pępowiny. Co więcej, aby istnieć, musi ją chronić – w innym przypadku straciłoby ogromną część autoidentyfikacji. Bo jak w rzeczywistości bez komunistów, ubecji i agentów usprawiedliwić istnienie etatowych mścicieli? Oni muszą mieć łatwo rozpoznawalnego wroga. najlepiej takiego, którego nie do końca da się wskazać indywidualnie. Wróg musi być ideowy, zbiorowy i nieopisywalny wprost. W ten sposób można każdego – w razie potrzeby – w grono wrogów włączyć.

Co gorsza jednak, ta pępowina karmi ich ciągle tym samym myśleniem i każe posługiwać się znanymi z PRL-u kalkami. Odwoływanie się do sporów o Okrągły Stół i jego otoczenie nie ma przecież na celu rozwiązywanie spraw, lecz konserwowanie podziałów i definiowanie każdych nowych poprzez tamte schematy.

PiS nie odcięło komunistycznej pępowiny. Zmieniło tylko zwrot tego samego, totalitarnego kierunku walki o nowy, lepszy świat. Ciągle żyje w kosmosie definiowanym przez tamtą epokę. W polityce, propagandzie i przekonaniu o (bez)sensie demokracji. Musi chronić tę pępowinę, bo bez niej mogłoby przypadkiem dojrzeć dziecko bez kompleksów. Musi chronić ten życiodajny sznurek, bo nie może dopuścić do rozliczenia przeszłości. Ona dla nich nadal trwa, tak jak zalepianie wyrzutów sumienia za własne życiorysy. Peerelowska pępowina pozwala też żyć złudzeniem, że walka trwa, że jednak zasługi spóźnionych, zaspanych i mało skutecznych rewolucjonistów dogonią w końcu zasługi tych, którzy rzeczywiście do zmiany skutecznie doprowadzili.

Republika kleju

Problem w tym, że ludzie mają pamięć i trzeba się napracować, żeby ją unieważnić. Ciężko jest jednak pamięć tak po prostu wykasować. Proste i nieproste fakty, które doprowadziły do zmiany historii w ‘89 należy więc oblepiać oskarżeniami, pomówieniami i pseudohistorycznymi odkryciami. Oskarżenia muszą być ogólne, nie mają prowadzić do realnych sądów i sankcji – mają wszystkich utytłać, umorusać, mają nie tyle nawet etycznie, co estetycznie obrzydzić kolejne osoby i sytuacje, które są świadectwem, jak było naprawdę. Wykorzystuje się również ludzką skłonność do nieweryfikowania informacji. Dzięki niej można łatwiej zohydzać, pomawiać i serwować co jakiś czas “nieznane dotąd” fakty i materiały, które mają podolepiać kolejne warstwy brudu.

Nie da się skasować pamięci, ale można ją utopić w kleistej mazi niedopowiedzeń, beztroskich przeinaczeń, kłamstw, pomówień i pseudosensacji. Ta maź ma skleić możliwość ruchu oponentów. To ten sam klej miał zasklepić sprzeciw wobec absurdowi skutków katastrofy smoleńskiej. Pomijam teorie parówkowego zamachu, bo dla PiS to, czy zamach był, czy nie – nie ma większego znaczenia (było dość czasu, żeby odpowiedzialnie doprowadzać do procesów, badań, wyjaśnień etc., czego nie zrobiono i nie zrobi się, bo trzeba by było przyznać się do szwindlów). Wykorzystano jednak żałobę do wstrzykiwania opinii publicznej opinii o rzekomym znieważaniu pamięci ofiar.

Tymczasem od samego początku tego absurdu było jasne, że nie chodzi ani o sumienia, ani o pamięć ani szacunek. Pochówek pary prezydenckiej na Wawelu był początkiem zaklejania ust antypisowskiej opozycji. Nie, to nie protesty przeciw pogrzebowi tam i miesięcznicom są złe. Nikt nie szkaluje pamięci ofiar. Skandalem jest polityka faktów dokonanych, dyktowanych megalomanią i cynicznymi rachunkami prawicowych polityków. To przeciw temu są te protesty. I warto przypomnieć, że swoją rolę ma tu również PO i Kościół, które uległy temu szaleństwu w kwietniu 2010 roku. Działania PiS wokół tragedii z 2010 roku sprowadziła ją do jednego z elementów walki o słuszną i jedyną narrację historyczną. Kto dziś pamięta o Katyniu? Z pewnością nie politycy PiS. Wszyscy mamy pamiętać o Smoleńsku. Bo to, a nie Katyń, może ukształtować narrację polityczną konieczną do realizowania najbardziej choćby szalonych pomysłów spóźnionych rewolucjonistów.

Zaplątani

Zmiana świadomości historycznej, do jakiej chce doprowadzić PiS, jest groteskowa. Co jakiś czas wypływają owe “sensacje” z rozmów w Magdalence i nie tylko. Dla kogoś, kto korzysta z daru umiejętności czytania, przez ostatnie kilkanaście lat nie było powodu do ani jednego szoku poznawczego. A to z tej prostej przyczyny, że wszystko to było podawane w książkach i wywiadach już na początku lat dziewięćdziesiątych. Nie przeszkadza to jednak z najwyższą troską i oburzeniem kolejnym aparatczykom z Nowogrodzkiej komentować kieliszków na stole w Magdalence oraz spacerów Wałęsy z Kiszczakiem na Zawracie.

Ponieważ istnieją jednak w kraju i tacy, którzy nie są obdarzeni łaską ignorancji, te komentarze doczekują się uzupełnień. Że w tych rozmowach uczestniczyli ludzie Kościoła, a także ważne postacie dzisiejszej prawicy. Wtedy słyszymy coś w tylu: “no, palił, ale się nie zaciągał; pił wódkę, ale nie przełykał; rękę podawał, ale za plecami pokazywał „V”; rozmawiał, ale ust nie otwierał” etc. To zresztą kolejny powód, dla którego PiS niechętnie doprowadza sprawy do końca. Musiałby wtedy rozliczyć zbyt wiele swoich zaangażowań. Nie tylko okrągłostołowych, ale i tych obecnych kolegów, którzy za czasów peerelowskich nie mieli problemu z członkostwem z w PZPR lub zależnych od niej strukturach.

Dlatego ta narracja popada w coraz większą schizofrenię. No bo – tak, Kaczyńscy, Gwiazdozbiór et consortes byli na pierwszej linii walki z komuną, mają największe zasługi i w ogóle są bohaterami. Ale nie, jednocześnie nie – bo nie byli dopuszczani do pierwszej linii, nie brudzili się kompromisami z komunistami i dlatego nie mogli realizować swoich genialnych idei. Działali bez przymusu jako drugo- i trzeciorzędne postacie (z wyjątkami), ale tak naprawdę knuli cały czas. Wiedzieli o wszystkim, ale nie mówili.

A, no i jeszcze ci, którzy nawet nie pamiętają komuny, ale z chęcią podpinają się pod tę stęchłą pępowinę i dołączają do szeregów przenoszonych rewolucjonistów. I ci, którzy wtedy nie zrobili nic, a dziś machają odpustowymi szabelkami, kiedy nic za to nie grozi, bo kto inny im to wywalczył. Wszyscy oni więc teraz muszą ciosać na nowo pamięć historyczną.

O czym? O tym, czego nie było, a pozostaje ich wspólnym kompleksem.

Obecni rządzący, zwłaszcza partyjni aparatczycy, tak bardzo chcą wszystkich wykiwać w tworzonych codziennie gierkach, że nawet nie mają czasu pomyśleć o realnym definiowaniu celów. Myślą tylko o narzędziach, o tej piłce, którą próbują okiwać wszystkich naokoło. Skutek jest taki, że chodzą z przyzwyczajenia lewą nogą po prawej stronie, prawą po skosie, a innych oskarżają o plątanie dróg. Kiedy któryś z nich, jadąc lewym pasem, widzi dziesięciu rozsądnych naprzeciw siebie – zaczyna się wrzask o piratach jadących pod prąd. A specjaliści od kombinowania na drodze w tamtym środowisku mają się dobrze. Czasami nawet zostają szefami środków publicznej propagandy.

You won’t fool children of the revolution

Ale póki są tacy, którzy starają się z siebie ten klej zmywać, nie dać się odurzyć jego absurdalnymi oparami, z jakimś spokojem słucham refrenu “You won’t fool children of the revolution”, który śpiewał sobie dawno temu T Rex. Po prostu. Jeśli ktoś dalej chce dawać się maziać dzisiejszą propagandą i szwindlami, dyskutować nad ich sensem i naiwnie wierzyć, że może to przypominać debatę polityczną, historyczną czy inną – powodzenia. Mnie już to przestało interesować.

Piszę to dwadzieścia osiem lat po 4 VI ‘89. Dobrze pamiętam ulice zalepione zdjęciami z Lechem Wałęsą i logiem Solidarności, spotkania i bidną siedzibę komitetu obywatelskiego “Solidarności”, z której braliśmy plakaty do rozwieszania i plakietki do naklejania. Dobrze pamiętam nastroje, pamiętam rozmowy i strach ludzi ściągających te plakaty ze swoich płotów. I pamiętam obrazki tego dnia z Placu Tian’anmen, gdzie ginęli ludzie. Pamiętam, że przez resztę roku ‘89 w naszym zakątku Europy strzelano, więziono i straszono. Pamiętam, jak rozprawiano się z tyranem z Bukaresztu, pamiętam ludzi z NRD uciekających przez Polskę i Czechosłowację. Kiedy u nas czekano na częściowo wolne wybory, Vaclav Havel został po raz kolejny skazany, a żołnierze nad murem berlińskim mieli pełne magazynki.

My biegaliśmy z plakatami i nikt nas nie już za to nie pałował.

I pamiętam, że to Wałęsa był symbolem zwycięstwa. Nie Kaczyńscy, Olszewski, Michnik, Mazowiecki, papież, Reagan czy Gorbaczow. Tego się nie oszuka. Tak wtedy było. I niezależnie od tego, jak zła była prezydentura Wałęsy i czy kiedyś współpracował z SB, Stazi, CIA czy krasnoludkami – to on był wtedy numerem jeden, który był w stanie utrzymać spójność opozycji. I podobnie – choćby i zamiast 35% wolności w wyborach było 15% – to była pierwsza cegła realnie demontująca tamten ustrój. można dziś wzdychać, że może… że gdyby… że jakoś… Ale nikt rozsądny tymi życzeniami poniewczasie nie może zamazać tego, co się zdarzyło.

Nie chce mi się już tłumaczyć, że można widzieć błędy ’89, a i tak doceniać. Że widzę różnicę między 35% a 100% wolnych wyborów. Jestem zmęczony koniecznością udowadniania w sporach, że nie nienawidzę PiSu, konserwatystów i prawicy, że nie jestem z PO, KODu etc. Jestem zmęczony zgodą na to zalewanie brudem, z którego każdy musi się tłumaczyć zanim siądzie do rozmowy.

Pamiętam o realiach tamtego czasu, czytam z różnych źródeł to, czego wiedzieć nie mogłem ani ja, ani niemal nikt. Otóż byli tacy, którzy byli w stanie i przeprowadzili zmianę. Szacunek dla tych, którzy mieli inne pomysły, ale zagryzali zęby, żeby nie psuć zwycięstwa. Ale dzieciaków ‘89 nie oszukacie. Drodzy obrażeni, wtedy sami nic byście nie zrobili, bo nie byliście w stanie. Dziś psujecie to, co wtedy było zrobione. Klej, którym chcecie zalać wszystko od Bugu do Odry, nie ma nikogo i nic łączyć, tylko zaklejać. Gdybyście byli weterynarzami – lepilibyście ptakom skrzydła. Oczywiście „dla ich dobra”. Ale ptakom ciężko wmówić, że mają nie latać. A dzieci tamtego czasu trudno zrobić w konia. Mimo wszystko.

Polub i podaj dalej :)

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *