Skip to content

Spóźniliśmy się z wkurwem

Jest noc, 22 lipca, tuż po przegłosowaniu przez senatorów PiS ustawy o Sądzie Najwyższym. Można było tę i wcześniejsze ustawy dyskutować, opiniować i myśleć kategoriami państwa. Postąpiono skrajnie inaczej.

Nawet skurwić trzeba się umieć w dobrym stylu. Posłowie i senatorowie oraz ci, którzy ich wspierali, jednak i tego nie potrafią. Swoje intelektualne tchórzostwo i polityczną niesamodzielność schowali za kilkoma rzędami radiowozów i policjantów.

Obrazki z kolejnych ucieczek posłów i senatorów przed reakcją obywateli są najlepszym obrazem tego, jaki związek ze społeczeństwem czuje ta władza. Tego nie było od czasów komuny. I tak, jak za komuny ci, którym jest to wygodne, będą przyklepywać każdy absurd i niegodziwość władzy w zamian za święty spokój, a czasami parę groszy wepchniętych w usta na zbożne cele rodzinne, a wydane w końcu i tak na podwyżki cen.

Dla PiS i jej zwolenników demokracja kończy się na wygodzie ich własnego przedziałka. Dlatego od lat ignorują zasady społecznego dialogu, programowo bojkotują media, odmawiają równych praw mniejszościom i kryją się za maskami politycznego cynizmu. Bo kontakt z innością i pytaniami jest niewygodny.

Aby zabezpieczyć tę wygodę, sakralizują sami siebie instrumentalizując religię, żałobę oraz własne przekonania. Bo świętości nie wolno tykać. Na kolejnych rolkach paranoicznych opowieści budują więc nowe mity, spisują zmyślone i przekrzywione historie. Historia i rozsądek uczą, że na ich końcu drukowane są wyroki dla nieprawomyślnych.

Mam dość zastanawiania się, czy za chwilę będę mógł prowadzić swobodnie bloga, działalność pozarządową, niezależne media. To nie irracjonalny strach, ale doświadczenie lat 2005-2007, zapowiedzi polityków, znajomość historii i mechanizmów ludzkich namiętności.

Nie chcę bać się władzy, która w rękach szaleńców zapatrzonych nie w ludzi, ale swoje wizje, kompleksy i marzenia, staje się narzędziem spełniania narcystycznych kaprysów.
.
Nie chcę dalej oglądać, jak bezkarnie niszczy się dorobek ostatniego ćwierćwiecza, wpychając mi jak zepsute jajo kłamstwa o upadku, powszechnej zgniliźnie i zdradzie. Kto ma urojenia, niech sam się przed nimi ratuje. Ode mnie wara.

Nie chcę być wypchnięty, ani dać się wypchnąć z Unii Europejskiej i nie będę się tłumaczyć ignorantom z tego, że wybór pozytywny nie oznacza braku krytyki.

Nie zamierzam dalej tolerować opluwania mnie i innych przez faceta, który swoje wieloletnie nieudacznictwo w polityce oraz prywatne nieszczęście ułożył w tępy młot, którym wywija przy pomocy swoich sługusów. Tych z posłusznych mównic, ambon i facebooków. Przestało mnie obchodzić, dlaczego to robi on i robią jego zwolennicy. Nie ma usprawiedliwienia.

Nie zamierzam już odpowiadać na zaczepki ignorantów, którzy dla tych paru groszy, karier i wygodnictwa zaprzedali swoje myślenie i poczucie odpowiedzialności za innych.

Od początku protestów przeciw autorytarnym zapędom PiS starałem się nie tylko brać w nich czynny udział, ale i tłumaczyć, dlaczego to robię. Przekazywałem innym informacje na żywo i pisałem teksty po manifestacjach. Poruszające i prawdziwe są akcje organizowane przez środowiska opozycyjne, zwłaszcza genialna propozycja manifestacji ze świecami Akcji Demokracji.

Niezależnie jednak od tego, czy Prezydent podpisze haniebną ustawę o Sądzie Najwyższym, czy nie – to tylko na czas jakiś przyhamowuje rozbieranie demokracji w Polsce. A nas nie stać na lata oczekiwań i próśb o opamiętanie. Jeśli świece i pokojowe manifestacje nie zmienią tej grandy, trzeba być może sięgnąć po dalsze środki, na powszechnym nieposłuszeństwie obywatelskim poczynając.

Wiem, co myślą teraz niektórzy z Was. Też o tym myślę. Ale nie mam złudzeń i wątpliwości co do jednego – opieszałość i pobłażanie rodzą naiwność, a ta rodzi ofiary. I wiem, że nie jest bandytą ten, który reaguje, tylko ten, który atakuje.

Dziś zaś jest tak, że bandyta wykręca żarówkę i kłamie, że wynalazł światło, tylko je ukradli. Jednocześnie wkręca ciemną, pomalowaną w swoje bohomazy żarówkę i mówi, że to dla mojego dobra. Po czym wali mnie po ryju zastrzegając, że jeśli oddam, to jestem zbójem.

A ja stoję z coraz bardziej obitą twarzą i przekonuję, że to wbrew zasadom.

Nie, nie mam ochoty przechodzić czasu obywatelskiej próby, uporu i nie mam chęci mozolnie pracować na legitymację weterana walk o demokrację w czasie dyktatury. Mam parę lat do przeżycia i zbyt lubię to miejsce, żeby akurat z tego powodu emigrować lub być skazanym na przeczekanie.

Cokolwiek się nie działo przez ostatnie ćwierćwiecze, nikt nikomu nie narzucał ideologii i nie uszczęśliwiał na siłę. Doszliśmy do codziennego kompromisu: co nie zakazane dla wszystkich, nie jest nakazane dla żadnej części. Ale kompromis jest dla tej bandy cyników jest słabością.

Ci, którzy głosowali na PiS et consortes, niech wezmą oddech i trochę czasu poświęcą na czytanie i słuchanie różnych, nie jednych przekazów. Ze zrozumieniem. Na spokojnie. Niech podejdą do swoich znajomych i powiedzą im: tak, głosowałem/-am na ludzi, którzy teraz was opluwają. I niech nie masie, ale pojedynczym znajomym powiedzą w oczy, że są kanaliami etc. Powodzenia.

Mam gdzieś idiotyczne szantaże z serii “no jak to, skoro tak wielbisz demokrację, to szanuj demokratycznie wybrany autorytaryzm”. Trzeba wyjątkowej tępoty i złej woli, żeby posuwać się do wygłaszania takich bredni wymyślanych tylko po to, by zamknąć mi usta na inne tematy, a oczy na rozsądek.

Państwo jest po to, żebyśmy się wszyscy w Polsce mieścili. Jeśli na naszych oczach rośnie balon i chce zająć cały kraj – trzeba ten balon przebić. Tam, w środku, poza zrobionymi w ten balon ludźmi – nie ma prawie nic. Jest tylko nadęcie, które tak długo będzie rosło, aż uszczelni całą przestrzeń wokół siebie, każdym kosztem.

Tak, jestem wkurwiony. Mnie też wolno. Jeśli w kolejnych dniach nie przemówią słowa, być może trzeba wziąć igłę i przebić ten balon, żeby nie trzeba później strzelać z armat.

*** Jeśli chcesz - polub, skomentuj poniżej i podaj dalej :)