• Proza

    Jak nie być rycerzem?

    Od dziecka uczyli mnie, żeby wstawiać się za słabszymi i nie wstawiać się mocnymi trunkami. Ale dobre rady nie asfalt i nie ciągną się za człowiekiem pod każdy adres. Gorzej, jeśli coś jednak zaczepi się z tych rad we łbie jak guma z majtek i później wali w potylicę w najmniej odpowiednim momencie. Mnie strzeliło u zbiegu Wrocławskiej, Cieszyńskiej i – a jakże – Śląskiej. Była krakowska wiosna w rozkwicie. Różne są sposoby na jej rozpoznanie. Zamiast w cudzych prześcieradłach buszowałem wtedy w bibliotekach, ale mój życiowo niezawodny kamrat nie dał zapomnieć, że oto rozpoczęła się najlepsza pora roku. Choćby nie wiem, jak martwy był po mrozach, pojawiał się u…