• Książka,  Ludzie,  Polecane,  Proza

    Moja biografia. Serio.

    …jeździlimy se na kołach łod wrót po kurnik, a czasami to aże na Koźlina abo i Mąkolec. I kieregoś popołednia Olinka se siadła przi stole w izbie u naszego Starzika i szkryfnyła takie oto dzieło. Mojo piyrszo i jedyno biografia! Serio. Biografia. Nic nie poradzę, choćbym był nie wiem jak skromnym człowiekiem, choćbym nic w życiu nie zrobił – mam swoją biografię. Kilka lat temu myślałem, że przepadła w czasie którejś z przeprowadzek. Tymczasem ona spokojnie czekała sobie w pudle, gdzie ją włożyłem, żeby się nie zapodziała. Od jej napisania mija w tym roku trzydzieści pięć lat! Kto ciekawy – niech sobie poczyta i obejrzy, może się uśmiechnie 🙂 Ciekawe,…

  • Proza

    Umarł. Będzie żyć.

    Przyszła do mnie mała pani z wielką rurą i umarłem. Wokół las, jeziora, nawet słońce zaczęło prześwitywać tego styczniowego poranka. Normalni ludzie szli na kawę, ostatecznie nawet do pracy. Szczęśliwi ruszali w dalekie podróże lub niespodziewanie umierali sobie w spokoju ducha. Mnie kazano zrobić badania wstępne / okresowe / kontrolne / ostateczne. Niepotrzebne skreślić. Tak naprawdę uznałem, że badania są mi do niczego nie potrzebne i chciałem je w ogóle skreślić jako takie, ale wtedy przyszły chlebodawca zagroził, że z kolei skreśli mnie i to zanim trafię na listę pracowników. Pod presją kapitalistycznego ultimatum poprosiłem o spis badań. Dostałem plik skierowań, przeczytałem, co mnie czeka – i z miejsca straciłem…

  • Artykuły,  Miejsca,  Proza

    Dzień włóczykija

    Dziś Dzień Włóczykija! Zacząłem się włóczyć pod koniec podstawówki i nie oddałbym tego za najfajniejszą sofę, na której mógłbym przesiedzieć ten czas przed telewizorem albo czymś takim. Ruszyłem i jakoś zazwyczaj wybierałem boczne ścieżki, albo nawet i bezdroża. W międzyczasie coś budowałem, szedłem dalej, rzadko wracałem. Odkrywałem, że nie zawsze wszystko da się w drodze dobrze zrozumieć. Za to droga uczy, że kto się włóczy ten wie, że wie niewiele. Kto wędruje, ten nie stawia kropki po każdym zdaniu. Kto się szwęda po drogach i manowcach, ten nie stawia przymiotników jak wartowników przy ludziach. Włóczykij w drodze wie, że kij jest do podpierania, podnoszenia, przyciągania i do stawiania na nim…

  • Proza

    Bajtel i kawa

    Dejcie se pozór! Sam je wersja audio, a czytać se możecie pod spodkiym. Hanysy płci obojga, kiere by to czytały: niy gorszcie sie za pisownia, ale – jezderkusie! – żodyn by nie poszkopił, jakby to napisać tak richtig po naszymu! * * *W kawowy krąg wziena mie Babcia Stefa i to zaroz po tym, jakekch sie dobajukoł do dom ze lazaretu. Ja, to były takie czasy, że matki po porodzyniu leciały stoć w kolejkach za kawą, a malućkie bajtle jakoś se musiały radzić same – byście musieli widzieć te małe chroboczki pełzające po naszym piyknym Górnym Ślonsku w poszukiwaniu swoich domów. Jak fto mioł troszka szczyńścio, to go przigodny bergmon…

  • Proza

    Jak nie być rycerzem?

    Od dziecka uczyli mnie, żeby zamiast wstawiać się procentami – wstawiać się za słabszymi. Niestety czasami te rady w najmniej odpowiednim momencie zaczepiają się we łbie jak guma z majtek i walą w potylicę. Mnie strzeliły u zbiegu Wrocławskiej, Cieszyńskiej i Śląskiej, na Kleparzu. Była krakowska wiosna w rozkwicie. Zamiast w cudzych prześcieradłach buszowałem w bibliotekach – i może dlatego jakoś żywiej dostrzegałem pierwsze chodzące oznaki ciepła. Nie ważne, gdzie wtedy szedłem. Ważne, że tamte dwie oznaki szły w przeciwną stronę. Z każdym ich krokiem, pląsem właściwie, świat był piękniejszy. Falował ciepłem, a wszystkie barwy świata to wznosiły się, to opadały. Dla tych widoków Mesjasz zaczął schodzić z nieba, ale…

  • Proza

    Pustka

    To, czy pustka jest wielka czy mała, nie jest tak bardzo ważne.Prawdziwa pustka to niewielkie miejsce w tobie, starsze od wszelkiego pocieszenia i zrozumienia. Pustka nigdzie cię do końca nie zaprowadzi. Ale to właśnie ciebie nie zaprowadzi. I to tylko twoja pustka. Inni, nawet mają swoje pustki, nie mogą jej ani dotknąć, ani zniszczyć, ani nawet opisać. Bo jak opisać coś, czego najbardziej nie ma? Budzisz się, zanim zasypiasz. Tracisz nadzieję, nim pojawi się jej powód. Wydychasz bez wdychania. Uciekasz nim wiesz, co cię goni. Ślepniesz, zanim wejdziesz w blask. Chciałbyś roztoczyć wokół pustki modlitwę o ukojenie. Ale wiesz, że tego nie zrobisz, bo pustka była w tobie, zanim przyszli…

  • Proza

    Jak nie pić kawy

    Dzień bardzo roboczy.  A to oznacza, że trochę bardziej niż zazwyczaj zapominam, że kawa mi się parzy w kuchni. Poszedłem po nią, kiedy była już zupełnie zimna. Chciałem zrobić nową, ale wtedy musiałbym wylać tę zimną. I już w oczach pojawiają się etiopskie dzieci, które przeszłyby pustynię, żeby napić się kawy. To jeden z moralnych haków, na jakim w dzieciństwie mnie wieszano: nie marnuj jedzenia, bo dzieci z Etiopii przeszłyby pustynię, żeby zjeść to czy tamto. Albo napić się zimnej kawy. Z poczuciem winy wylewam jednak zimną kawę do zlewu, nalewam znów wody do czajnika, otwieram puszkę i …no tak, kawa się skończyła. Wiadomo. Myję głowę, ubieram się w panice,…

  • Proza

    Opowieść wigilijno

    I. To było tak, że świenta robiło sie już od Mikołoja. Wcześniej nie było co o tym myśleć, bo była Barbórka, a na Górnym Ślonsku sie wtedy wyrobiały takie rzecy, że w ramach tradycji Ponbócek dowoł powszechne łozgrzeszynie i to nie tela bergmonom w karczmach piwnych, ale głównie śwyntej Barbórce, bo ta tak zowżdy wywijała z młodymi karlusami, że jakby nie to ponbóckowe łozgrzeszynie, to by była patronkom szóstego przykozanio, a nie tych, co za mały geltag fedrowali pod ziemiom. Ale miała honor swój w niebiesiech, bo uparcie chciała te chodniki dokopać aże do piekła, co by upadłe dusze stamtond szolami do nieba przekludzić, a bergmonów nazywała czornymi aniołami. No,…

  • Proza

    Drzwi

    Jak to możliwe, że ludzie przez te same drzwi wchodzą do zupełnie innych domów, a zamykając je za sobą takim samym kluczem, wychodzą do zupełnie innych światów?

  • Proza

    Warsztat odnowy nóg

    Na tablicy w bramie stało: “St. Kopytko. Odnawianie nóg. Zakład w lewej oficynie (ciągnąć za dzwonek przy oknie)”. Normalnie, jak należy. Na Powiślu znali go kiedyś wszyscy, bo wszyscy wtedy chodzili na dwóch nogach, chyba że po wypłacie, to na czterech. To zresztą było zrozumiałe, bo wypłaty były krótkie, nogi długie – to i o potknięcie nietrudno, więc trzeba było się asekurować. Z czasem jednak przestali przychodzić ci, którzy wybrali chodzenie na czterech kółkach. Z rzadka jeszcze zachodzili ci na dwóch i to głównie po to, by poprosić o naprawę stopki. Chciał nawet wywiesić kartkę “Tylko dla dwunożnych”, ale przypomniało mu się “Nur für Deutsche” i poniechał. “Oni powinni mieć…