Uczono mnie historii skomplikowanej, niejednowymiarowej, niełatwej, nieposkromionej. Uczono mnie stawiania pytań i odporności na niewygody, jakie niesie ze sobą wiedza. Uczono mnie, jak pogodzić dumę ze wstydem. Uczyła szkoła, uczyły babcie, ciotki i starzik. Uczyli ci, którzy nie przegrzebywali historii wyłącznie za truflami.

Teraz jednak coś się pozmieniało i próbuje się ludziom wciskać do głów o wiele mniej skomplikowaną wersję historii. W ostatnich dniach wychodzi to bokiem i niestety to dopiero początek przygody z nową polityką. Dziś, żeby znać historię Polski – wystarczy wybielić koszulę, usadowić się w dobrym świetle i bezkompromisowo zadawać w kółko jedno naukowe pytanie: “lustereczko, powiedz przecie: kto jest najpiękniejszy w świecie?”.

W sporze o ustawę o IPN politycy izraelscy, sami mając dość szczelnie zamknięte oczy na działania swojego kraju w Palestynie, rozrywają szaty nad milczeniem Polaków o ich grzechach wobec Żydów. Ich podejście do całej sprawy jest chwilami nie tylko niesprawiedliwe, ale i zwyczajnie ignoranckie. Polscy politycy i publicyści prawicowi popisują się tym samym, co zresztą mnie bardziej obchodzi i irytuje. Ten spór jednak wcześniej czy później umilknie, zostawiając prawdopodobnie spore blizny na relacjach polsko-żydowskich. Zostanie natomiast problem idiotycznej (tak) polityki historycznej, która wprowadzana do szkół, dyplomacji i roszcząca sobie pretensje do zawładnięcia wyobraźnią.

To, co obserwujemy w sporze z Izraelem dziś, jest jedynie jednym z odprysków fetowania przez prawicę wizji historii jako narzędzia urabiania społeczeństwa na kształt swoich sarmackich marzeń. Polityka historyczna zawsze jest po coś, powinna jednak opierać się choć w większości na obiektywnych przesłankach. Zasadniczymi składnikami dzisiejszej polityki historycznej w Polsce są jednak nie badania, krytyka i rozsądek, ale wybielacz i zabawkowy zestaw kosmetyczny z lusterkiem, przed którym można powtarzać zaklęcia. Historia ma być wyprana z wszelkich plam, które pozwalałyby choćby podejrzewać, że Polacy kiedykolwiek i cokolwiek nabroili. Ważne, żeby mogli się wpatrywać z zachwytem w lusterko upstrzone cekinami.

Złe wydarzenia z historii nie są w tej zabawie usuwane, ale zwalane na innych: Marzec ’68 – komuniści; pogromy – komuniści; Jedwabne – Niemcy; napaść na Czechosłowację w ’68 – komuniści. Jeśli nie da się lub niewygodnie byłoby udawać, że to kto inny niż Polacy nabandycili – wydarzenia relatywizuje się na potęgę: zajęcie Zaolzia – nie my do spółki z Hitlerem, tylko sytuacja geopolityczna; ofiary Berezy Kartuskiej i zamachu majowego – takie czasy niespokojne i konieczność. I tak dalej.

Bo przecie myśmy daliśmy światu tylko miód i kremówki.

Z taką wizją nieuniknione jest wywoływanie świętej wojny o honor, rzekomo obrażany przez wszystkich naokoło. Nic dziwnego, jeśli rozdyma się swoje ego ponad rozsądek – zawsze coś będzie je uwierało. Poza tym, obsesyjna żądza czystości usadza politykę historyczną w pralni, gdzie patrząc w wirujące bębny – nieuchronnie kołowacieje. W tym szaleństwie skazani jesteśmy na infantyliadę – wojnę smarkaczy o sprawy, których nie są wstanie udźwignąć, więc sprowadzają je do własnych rozmiarów.

*** Jeśli chcesz - polub, skomentuj poniżej i podaj dalej :)