Wiersze

Baraszki

Jeśli ktoś nie przepada za zabawami językiem, to nawet czytając pierwszą część zdania pomyśli “Oho, no tak, żenująca gra słów o tym języku”. Ale nic się nie poradzi na to, że jesteśmy z mięsa, chuci i humoru. Baraszki powstają sobie czasami jako skojarzenia, a jeśli kogo uśmiechnie ich najprostsza z możliwych form – to i na zdrowie!

motto
Przegrywam z kretesem, do zera
Z fraszkami Sztaudyngera.

* * *

Do tego masz talent,
Bym w portkach miał zamęt.

Bardzo lubię filolożki,
Za którymi schadzam nożki.

Uwielbiam młode chemiczki straśnie,
Choć środowisko mają ciut kwaśne

Kasia B. z religioznawstwa
Znana jest z ekstazy sprawstwa.

Groza ogarnia na teologii:
wyglądają jakby chcieli, a nie mogli.

Kochać się się w bibliotekarce?
Chowa fiszki w każdej szparce.

Nawet małym palcem stopy
W sercu czyni mi roztopy.

Ona ma takie śmieszne marzenia,
Żeby mieć olej z pierwszego tłoczenia.

Taka piękna kibić,
Że grzechem by chybić.

Jedna jest miłość, nawet na wakacjach;
Tyle, że w wielu egzemplifikacjach.

Straszna to rzecz
Nie móc, a chcieć.

A… zrobię się szarmancki
Na studiach doktoranckich.

Język paryski
Siostry klaryski.

Dłonie jak młynki
U kapucynki.

Są jako buły
U kameduły.

Taki palec
To bywalec.

Widać po galotach
Żech prziszoł w zalotach.

(pamięci Mai Berezowskiej)
Ile radości
Z otyłości!

Rozkosz zmienia
W lenia.

Najgorsza jest ta myśl trwożna,
Że przepadłbym w tobie, ale nie można.

Wychwalać należy półgębkiem,
Co między udem i pępkiem.

Na znojnej ścieżce żywota
Co zakręt kusi psota.

Niech mi nie pryśnie o Pani marzenie
Kiedy zerwę z niej odzienie…

(pia culpa)
Wyludnienie gdy zagraża
– jest dyspensa od ołtarza.

(bajeczka)
Cóż to za myszka, powiedzcież mi słonka,
Jeżeli nie ma przy niej ogonka?

Bywa, że panny wiosną, gdy kwitnie bez,
Nie oczy mają mokre i nie od łez.

Bywa, że po przyjacielsku
Cielsko pomoże cielsku.

Taka natura twoja, Kaszubie,
Że oprócz łódek – dziewczęta dłubiesz.

Znałem tłumaczki uporczywy znój:
Jak obcy język przełożyć na swój.

Tak wprawną ręką ugniata ciasta,
Że lata do niej mężów z pół miasta.

Męczą cię amory żony?
Wkładaj na noc kalesony.

Nie znoszę rozpusty i wszetecznictwa
…bez mojego uczestnictwa.

Myślała, że on wzdycha, że to znak miłości,
A on się od uścisków nabawił duszności.

Nie trzeba mi na święte innego dowodu:
Wznoszę oczy ku niebu i widzę je. Od spodu.

Przysięga ust bywa bardziej stała,
Niż przysięga ciała.

Z takim gwoździkiem?
Zostań zakonnikiem!

Ile walki, ile pracy,
Żeby dostać coś na tacy!

Pozycja boczna ustalona:
On-wygibas-zgięcie-ona.

Pieszczę końcem wyobraźni
Czuły punkcik twojej jaźni.

Oj, niewiele zdziała piką,
Kto się para polityką.

Oddałbym ci wszechświat cały,
Gdyby mnie twe palce chciały.

A gdyby nam udało się wreszcie,
Splątalibyśmy się w węzłów dwieście.

Powinienem się nazywać Rylski,
Taki jestem wszędobylski!

Tęsknię za kształtami których nie poznałem,
Tęsknię za smakami, choć nie kosztowałem.

Chciałbym być – no nie wiem – foką!
Wskoczyć w nią jak w toń głęboką.

Tak mi się coś marzy
Ratować cię na plaży.

Prawda, że piękne może by życie,
Gdy świt nas zastaje na szczycie?

Taką ot, zabawę mam tu dla nas nową:
Zrób sobie ze mnie kartę zbliżeniową.

Ludzi czasem razi gra słów śliska,
Lecz co poradzisz na rym, gdy wytryska?

Dzięki Ci, Boże, za tę rzecz:
Dałeś nam płeć!

Podaj dalej