• Proza

    Jak nie pić kawy

    Dzień bardzo roboczy.  A to oznacza, że trochę bardziej niż zazwyczaj zapominam, że kawa mi się parzy w kuchni. Poszedłem po nią, kiedy była już zupełnie zimna. Chciałem zrobić nową, choć w oczach już miałem grupę etiopskich dzieci, które przeszłyby pustynię, żeby napić się kawy (tak mnie moralnie wychowywano: nie marnuj jedzenia, bo dzieci z Etiopii przeszłyby pustynię, żeby zjeść to czy tamto).  Z poczuciem winy wylałem zimną kawę do zlewu, nalałem wody do czajnika, otwieram puszkę – no tak, kawa się skończyła. Myję głowę, ubieram się w panice, bo robota na biurku. zbiegam do sklepu. Wracam z bramy po portfel, wracam do sklepu, biorę koszyk, w którym komuś się…

  • Proza

    Jak nie być zza rzeczki?

    Ta rzeczka miała swoją nazwę, szerokość na pół długości dorosłego chłopa, zapach wazonu po kwiatach. Normalny ciek wodny, z czasem wpadający w ściek i z czasem z niego wypadający. Ale tak już jest, że rze(cz)ki stają się historyczne. A to Jagiełło z wojskiem dokonał inżynieryjnego cudu nad Wisłą w drodze na Grunwald, a to ktoś kości rzucał nad Rubikonem, a to chłopaki rozpędzili się o jeden most za daleko. Bo czy słyszał ktoś o rzece, której nie chciano przekroczyć? Nie. Stąd niemal na każdej rzece choć jeden most, żeby można stopę po drugiej stronie postawić bez robienia ciaplity. Tam, gdzie mnie mama rodziła, nawet mała rzeczka miała przy samym rynku…

  • Proza

    Jak nie stać w miejscu?

    Pierwszego razu nie pamiętam. Może nie było dość klimatycznie, dość mocno, może było zbyt wygodnie albo nie skończyłem tam, gdzie zamierzałem. Potem, przez lata, zdarzały się kolejne razy a to samemu (to nie wstyd), a to z dziewczyną czy kumplem. Czasami dla samej zabawy całą grupą na pace starego dostawczaka, w drodze za Jarosław czy w Bieszczady. Obrazków w głowie tyle, że jest czym karmić wyobraźnię nawet teraz, kiedy niby można, ale jakoś już się nie chce. Nadgarstek już nie ten i szybko opada z sił, a czasami trzeba było się nieźle namachać. Tamtego popołudnia byłem zakochany mniej więcej śmiertelnie i od jakiegoś już czasu dzieliłem marny żywot między Katowice…

  • Proza

    Jak nie mieć czwartej strony świata?

    Każdy ma jakieś pierwsze wspomnienie, tyle, że czasami zapisane jest ono jeszcze nie naszymi zdaniami. Z tych pierwszych, pamiętanych przez siebie samego, mogę z głowy wyciągnąć na przykład wichurę zrywającą ludziom dachy znad popołudniowej kawy. ​Wiało tak, że piasek wciskał się w zęby, kiedy wracaliśmy z rodzicami od Babci (tej polowania na misie w parku). ​​ Pamiętam też chłód przedsionka kościelnego w jakieś letnie popołudnie. Nie wywietrzał mi zapach nieogolonych policzków Starzika i żuru u Ciotek, kiedy wdrapanie się do nich po schodach było jeszcze tak ciężkie, jak dla nich to samo wiele lat później. I pierwsze łyczki kawy u Babci (tej, z którą pukaliśmy sobie przez ścianę “dobranoc” wymyślonym alfabetem stukanym).…

  • Proza

    Jak nie rwać na zęba

    Próbowałem stać na głowie, nurkować łbem w gorącej lub zimnej wodzie, wlewałem w siebie wrzątek albo wciągałem lód. Tradycyjne sposoby babek, od papierosa, przez trawkę po szprycowanie się prochami nie dawały ulgi, tak samo, jak dożylne wlewy płynu do mycia naczyń oraz próby własnoręcznego wyrywania tego stomatologicznego ciula. Kiedy w końcu kot sąsiadki odrapał mi policzki od wewnątrz, broniąc się przed rolą doraźnego okładu – poddałem się. Zamówiłem wizytę u dentystki płci obojętnej. Łatwo powiedzieć. Było piękne, czerwcowe popołudnie i spacerem przez Kazimierz dotarłem do kamienicy witającej przyjazną tablicą “Stomatologia – protetyka. Wypełnienia, ekstrakcje, leczenie kanałowe”. Trzy kamienice dalej było słynne krakowskie prosektorium, które miało tę urodę, że w temperaturze…