• Proza

    Jaszczukowe plemię

    Jaszczurki gubią ze strachu ogony. Nie ma co się dziwić. Gad mały, rozum niewielki, to i zgubi, co popadnie. Gorzej, jeśli ze strachu odpadają różne rzeczy innemu zgoła (a także z ubrania) gatunkowi ludzkiemu, któremu – w charakterze – często jednak cos gadziego ewolucja zostawiła. Wystraszyć kogoś nie sztuka, o czym wiedział już Arnold Wężyk, czając się z karmelizowanym owocem na Ewę Rajską spod szóstki tak, by nie pierzchła, a uwodzić się dała. Sztuką jest nie dać się wystraszyć i nie zgubić siebie ani kawałka. Docent Fiodor I. Traszka (z Starej Elektrycznej na Powiślu, wejście od Tamki, najlepiej przez korytarzyk przy warsometrach*) zebrał w swojej kolekcji najciekawsze okazy porzuconych organów i…

  • Książka,  Kultura,  Ludzie

    Słówka z Julią

    …a potem nachyliła się w tym szumie wokół stołu, ja prawie przepadłem przez oparcie krzesła. Podtrzymywała mnie dłonią, a ja zaparłem się nogą o jakiś regał. I tak rozmawialiśmy chwilę o poecie Antonim, świętej Zuli i drugim literacie Antonim, który był Kazikiem. Zupełnie niepoetycko rozmawialiśmy. Dopijała wodę i pachniała, a mnie regał wrzynał się w łydkę niemetaforycznie.​Ile trwają takie rozmowy? Kilka słówek. Chciałem słuchać z każdej strony. “Jeśli będzie jeszcze okazja, niech mi pan przypomni tę rozmowę i może znajdziemy więcej czasu” – powiedziała i zostawiliśmy sobie na mankietach małe nitki zdań. Teraz, kiedy zatrzymały się wskazówki zegarka na ręce, którą podtrzymywała mnie przed upadkiem, wyciągam z kieszeni okruchy kolorowych…

  • Artykuły,  Miejsca,  Polecane

    Cieszyński express

    Przez miasta powinno się przejeżdżać powoli. Tymczasem nawet tam, gdzie chciałoby się pozaglądać w różne zakamarki, wpada się czasami na moment, jak pociąg ekspresowy, który ma tylko kilka chwil na złapanie oddechu na stacji. O tym mieście powstały i wiersze i obrazy, a Jaromír Nohavica siedzi gdzieś na peronie i śpiewa “Těšínską”, o dziwnym stuleciu. Bo i samo miejsce nie jest niedziwne. To właściwie nie było odległe miasto. Ostatecznie, co to było, te siedem minut na peron i jakaś godzina niebiesko-żółtą gąsienicą, prosto na peron nad małą Bobrówką. Tyle, że właściwie nie za bardzo się tam jeździło, bo ileż można było oglądać okolicę z wielkiej wieży? Czechy zaś były za…

  • Proza

    Dwie strony witraża

    Jędrek się urodził, Baca chodził po świecie. Takie mu przezwisko dali, choć ani owiec już w rodzinie nie mieli, ani tym bardziej majątku wielkiego. Od dziecka jednak miał poważanie u ludzi. Bacował w niewielkiej szkole, bacował na podwórkach. A kiedy podrósł, na tańcach nikt inny do co ładniejszych turystek nie śmiał pierwszy podchodzić. W końcu i w rodzinie, kiedy ojca zabrakło, musiał przejąć to i owo, tu i tam powiedzieć to tak, to nie, to wstrzymać siostrę, to ruszyć brata. A że okolica słynęła z ciesiołki, to i on się na majstra postanowił wyuczyć, by fach mieć w sprawnych dłoniach pewny. Co jednak zrobić, kiedy za co się nie zabrał…

  • Wiersze

    Przystawki

    Nie za bardzo wiem, skąd się wzięły Przystawki. Zawsze lubiłem luźne, proste formy, niekoniecznie bardzo ściśle trzymające się wymogu odkrywczości. Czasami wychodzą z tego małe obrazki, przekąski czasu niezauważonego.  VIJesteś tak miodem i mlekiem płynąca.Złotym miodem smarujesz chleba naszego powszedniego.W mleku skąpane baszty, w których sypiam VIIDzikie stada origami wyfruwają ze stołu czarnookiej.Zwinne dłonie przywołują rozbawionych młodzieńców XLecz sąsiadeczka całkiem miła,Nie skosztowała z mojego półmiska XVIIPod moim biurkiem mieszka mysz,której nie straszna noc, ani moja noga.Będę jej brakował XIXPrzysiadłem nad chrząszczem,który szedł po żonę.Zupełnie sam przysiadłem XXPrzed nowiem przystrzygam trawę,chowam narzędzia do szopy.Niebo oto mam przejrzyste, tańczę i wznoszę modły XXIIMłoda córka znachora, o imieniu Sana,uczesała włosy.Pięknieś uczesana! XXIIIPachniała migdałem…

  • Kultura,  Recenzje,  Teatr

    Pociąg do teatru

    Teatr Na Pustej Podłodze jest jednym z nielicznych przedsięwzięć, które odwołują się wprost do konkretnej wizji teatru. Przyznaję, że kiedy gnałem na spektakl świeżo popsutym samochodem przez popołudniową Warszawę, zastanawiałem się, ile z idei Tadeusza Łomnickiego będę mógł wychwycić. Zespół teatru nie mógł właściwie wybrać ani wyżej, ani bardziej kłopotliwie. Wyżej – bo niezależnie od gustu nie da się zaprzeczyć aktorskiemu kunsztowi “Łoma”, a to skazuje artystów na pracę na wysokich obrotach w czasie przygotowań i na scenie. Bardziej kłopotliwie – bo nie jestem pewien, na ile tamten warsztat jest dziś przyswajalny zwłaszcza dla młodszej publiczności. Myśli te trzeba było jednak uciszyć, kiedy na niewielką scenę padło wreszcie pierwsze światło.​Już od…

  • Artykuły,  Miejsca,  Społeczeństwo

    Kto dręczy śląskie koty?

    Z okien familoków widać pomalowane czerwoną farbą okna innych familoków, widać kopalniane szyby, czuć unoszący się wszędzie czarny pył, a po zaułkach górniczych osiedli niezdarnie kryje się bieda. Zza drzwi słychać twardą mowę zbyt niemiecką, żeby była polska, zbyt czeską, żeby była niemiecka. Brakuje wśród tego szorstkiego głosu ojców i mężów, którzy zapewne ruszają na stolicę z łańcuchami w rękach. W gmatwaninie tramwajowych aglomeracji, w rozpadlinach szkód górniczych, w całym tym ceglano-szaro-zielonym zgiełku ludzie jeśli żyją – to w tych familokach, kultura, jeśli jest – to filmy Kutza, jeśli muzyka – to blues, jeśli kot – to węgloczarny. Tak, w badaniach i rozmowach, nauczono się widzieć Górny Śląsk. I niby…

  • Proza

    Jak nie być zza rzeczki?

    Ta rzeczka miała swoją nazwę, szerokość na pół długości dorosłego chłopa, zapach wazonu po kwiatach. Normalny ciek wodny, z czasem wpadający w ściek i z czasem z niego wypadający. Ale tak już jest, że rze(cz)ki stają się historyczne. A to Jagiełło z wojskiem dokonał inżynieryjnego cudu nad Wisłą w drodze na Grunwald, a to ktoś kości rzucał nad Rubikonem, a to chłopaki rozpędzili się o jeden most za daleko. Bo czy słyszał ktoś o rzece, której nie chciano przekroczyć? Nie. Stąd niemal na każdej rzece choć jeden most, żeby można stopę po drugiej stronie postawić bez robienia ciaplity. Tam, gdzie mnie mama rodziła, nawet mała rzeczka miała przy samym rynku…

  • Proza

    Jak nie stać w miejscu?

    Pierwszego razu nie pamiętam. Może nie było dość klimatycznie, dość mocno, może było zbyt wygodnie albo nie skończyłem tam, gdzie zamierzałem. Potem, przez lata, zdarzały się kolejne razy a to samemu (to nie wstyd), a to z dziewczyną czy kumplem. Czasami dla samej zabawy całą grupą na pace starego dostawczaka, w drodze za Jarosław czy w Bieszczady. Obrazków w głowie tyle, że jest czym karmić wyobraźnię nawet teraz, kiedy niby można, ale jakoś już się nie chce. Nadgarstek już nie ten i szybko opada z sił, a czasami trzeba było się nieźle namachać. Tamtego popołudnia byłem zakochany mniej więcej śmiertelnie i od jakiegoś już czasu dzieliłem marny żywot między Katowice…

  • Proza

    Jak nie mieć czwartej strony świata?

    Każdy ma jakieś pierwsze wspomnienie, tyle, że czasami zapisane jest ono jeszcze nie naszymi zdaniami. Z tych pierwszych, pamiętanych przez siebie samego, mogę z głowy wyciągnąć na przykład wichurę zrywającą ludziom dachy znad popołudniowej kawy. ​Wiało tak, że piasek wciskał się w zęby, kiedy wracaliśmy z rodzicami od Babci (tej polowania na misie w parku). ​​ Pamiętam też chłód przedsionka kościelnego w jakieś letnie popołudnie. Nie wywietrzał mi zapach nieogolonych policzków Starzika i żuru u Ciotek, kiedy wdrapanie się do nich po schodach było jeszcze tak ciężkie, jak dla nich to samo wiele lat później. I pierwsze łyczki kawy u Babci (tej, z którą pukaliśmy sobie przez ścianę “dobranoc” wymyślonym alfabetem stukanym).…