• Fanzoły

    Jak nie być rycerzem?

    Od dziecka uczyli mnie, żeby wstawiać się za słabszymi i nie wstawiać się mocnymi trunkami. Ale dobre rady nie asfalt i nie ciągną się za człowiekiem pod każdy adres. Gorzej, jeśli coś jednak zaczepi się z tych rad we łbie jak guma z majtek i później wali w potylicę w najmniej odpowiednim momencie. Mnie strzeliło u zbiegu Wrocławskiej, Cieszyńskiej i – a jakże – Śląskiej. Była krakowska wiosna w rozkwicie. Różne są sposoby na jej rozpoznanie. Zamiast w cudzych prześcieradłach buszowałem wtedy w bibliotekach, ale mój życiowo niezawodny kamrat nie dał zapomnieć, że oto rozpoczęła się najlepsza pora roku. Choćby nie wiem, jak martwy był po mrozach, pojawiał się u…

  • Fulanki,  Proza

    Arbeit coffee

    Dzień bardzo roboczy.   A to oznacza, że trochę bardziej niż zazwyczaj zapominam, że kawa mi się parzy w kuchni. Poszedłem po nią, kiedy była już zupełnie zimna. Chciałem zrobić nową, choć w oczach już miałem grupę etiopskich dzieci, które przeszłyby pustynię, żeby napić się kawy (tak mnie moralnie wychowywano: nie marnuj jedzenia, bo dzieci z Etiopii przeszłyby pustynię, żeby zjeść to czy tamto).   Z poczuciem winy wylałem zimną kawę do zlewu, nalałem wody do czajnika, otwieram puszkę – no tak, kawa się skończyła. Myję głowę, ubieram się w panice, bo robota na biurku. zbiegam do sklepu. Wracam z bramy po portfel, wracam do sklepu, biorę koszyk, w którym…

  • 40na40,  Fanzoły,  Polecam,  Proza

    Jak nie rwać na zęba

    Próbowałem stać na głowie, nurkować łbem w gorącej lub zimnej wodzie, wlewałem w siebie wrzątek albo wciągałem lód. Tradycyjne sposoby babek, od papierosa, przez trawkę po szprycowanie się prochami nie dawały ulgi, tak samo, jak dożylne wlewy płynu do mycia naczyń oraz próby własnoręcznego wyrywania tego stomatologicznego ciula. Kiedy w końcu kot sąsiadki odrapał mi policzki od wewnątrz, broniąc się przed rolą doraźnego okładu – poddałem się. Zamówiłem wizytę u dentystki płci obojętnej. Łatwo powiedzieć. Było piękne, czerwcowe popołudnie i spacerem przez Kazimierz dotarłem do kamienicy witającej przyjazną tablicą “Stomatologia – protetyka. Wypełnienia, ekstrakcje, leczenie kanałowe”. Trzy kamienice dalej było słynne krakowskie prosektorium, które miało tę urodę, że w temperaturze…

  • 40na40,  Proza

    Jak nie stać w miejscu?

    Pierwszego razu nie pamiętam. Może nie było dość klimatycznie, dość mocno, może było zbyt wygodnie albo nie skończyłem tam, gdzie zamierzałem. Potem, przez lata, zdarzały się kolejne razy a to samemu (to nie wstyd), a to z dziewczyną czy kumplem. Czasami dla samej zabawy całą grupą na pace starego dostawczaka, w drodze za Jarosław czy w Bieszczady. Obrazków w głowie tyle, że jest czym karmić wyobraźnię nawet teraz, kiedy niby można, ale jakoś już się nie chce. Nadgarstek już nie ten i szybko opada z sił, a czasami trzeba było się nieźle namachać. Tamtego popołudnia byłem zakochany mniej więcej śmiertelnie i od jakiegoś już czasu dzieliłem marny żywot między Katowice…

  • Fanzoły,  Proza

    Warsztat odnowy nóg

    Na tablicy w bramie stało: “St. Kopytko. Odnawianie nóg. Zakład w lewej oficynie (ciągnąć za dzwonek przy oknie)”. Normalnie, jak należy. Na Powiślu znali go kiedyś wszyscy, bo wszyscy wtedy chodzili na dwóch nogach, chyba że po wypłacie, to na czterech. To zresztą było zrozumiałe, bo wypłaty były krótkie, nogi długie – to i o potknięcie nietrudno, więc trzeba było się asekurować. Z czasem jednak przestali przychodzić ci, którzy wybrali chodzenie na czterech kółkach. Z rzadka jeszcze zachodzili ci na dwóch i to głównie po to, by poprosić o naprawę stopki. Chciał nawet wywiesić kartkę “Tylko dla dwunożnych”, ale przypomniało mu się “Nur für Deutsche” i poniechał. “Oni powinni mieć…